piątek, 01 lipca 2011 00:00

Sacrum Satanum- Skryba Diabła -część 2

Napisane przez 
Oceń artykuł
(1 Głosuj)

CZAS NA ODPÓR

I. Urodziłem się wśród purpurowych wodospadów. Nigdy nie czułem się jednak kochany. Odkąd napiłem się z kielicha, który odliczał mój czas, ma baśń stała się największą z gorzkich prawd. Czas płaci mi tylko ziemią i kurzem, ciemną i cichą mogiłą.


II. Tymczasem jestem jedynym Bogiem i nie ma innego poza mną! W kontekście duchowego drapieżnictwa reprezentuję oświecenie nabyte poprzez samokreację. Stanowię rebelię wobec ciasnych zasad, balans duchowo-psychiczny poprzez połączenie Światła i Ciemności. Jestem jedynym Bogiem, a moja wola jest prawem.
III. To dlatego zawsze byłem atakowany przez sprzymierzeńców Boga z całą bezwzględnością i bez żadnych zahamowań. Twardogłowi kaznodzieje definiowali „dobro” i „zło” tak jak im pasowało, pozostawiając w zapomnieniu każdego, kto nie zgadzał się z ich kłamstwami. W efekcie, przedstawiany byłem w sposób możliwie najmniej miłosierny.
IV. Nigdy nie zareplikowałem swoim oszczercom. Uważałem bowiem, że nie ma to jak brzmienie ciszy. To dlatego przez wieki pozostawałem dżentelmenem, byłem wzorem dobrych manier, podczas gdy moi oponenci wściekali się i szaleli. Dziś nadszedł jednak czas, aby wrzasnąć z oburzeniem. Zdecydowałem, że najwyższa pora odebrać to, co mi należne. Opasłe tomy pełne hipokryzji nikomu nie są już potrzebne.

V. Od dziś żadne wiekowe kłamstwo, żaden ciasny dogmat nie będzie prawdą! Niech będą błogosławieni silni, albowiem do nich należeć będzie ziemia - niech będą przeklęci słabi, albowiem odziedziczą jarzmo! Niech będą błogosławieni potężni, albowiem inni oddadzą im cześć - niech będą przeklęci maluczcy, ponieważ zostaną wymazani z pamięci! Niech będą błogosławieni śmiali, albowiem staną się panami świata - niech będą przeklęci pokorni, albowiem zostaną rozdeptani kopytami! Niech będą błogosławieni zwycięscy, albowiem zwycięstwo jest podstawą prawa
- niech będą przeklęci pokonani, ponieważ będą na zawsze poddanymi!



VI. Zrywam z wszystkimi konwencjami. Wysadzam w powietrze ochydne treści filozoficzne pobielonych grobów i śmieję się z sardonicznym oburzeniem. Zbyt długo trupiej ręce pozwalano wyjaławiać żywą myśl. Zbyt długo prawda i kłamstwo, dobro i zło przeinaczane były przez fałszywych proroków! Najwyższa pora spustoszyć Winnicę Pana! Najwyższy czas zredukować prawdy religii do subiektywnego i relatywnego obrazu etosu!
VII. Człowiecze, czas abyś zrozumiał, że twój Bóg nie jest dobrym teologicznym monolitem, lecz jednym wielkim zlepkiem aprioryzmów, hipotez, błędnych wniosków, wyciąganych z domniemanych przyczyn. Czy już zapomniałeś jak twój Dobrodziej zalecał nie pokazywanie się przed sobą z próżnymi rękami, jak nakazywał składać sobie drogocenne rzeczy lub pokarm w formie ofiary spalanej, mile drażniący jego zmysł powonienia? Jeśli tak, przypomnę ci to. Dowiesz się również o płaceniu podatku od życia i ustanawianiu wykupu od ślubów. Jednak tym razem nie ty będziesz płacił. Tym razem srebrne sykle rzucę ja. Bogu prosto
w twarz!
VIII. Podstawowy obowiązek każdej nowej ery polega na wyniesieniu nowych ludzi, aby ci zerwali zardzewiałe kłódki i łańcuchy obumarłych zwyczajów. Teorie i zasady, które dla waszych przodków oznaczały życie, nadzieje i wolność, dziś oznaczają zniszczenie, niewolnictwo i hańbę. Niech ustanowione sofizmaty będą zdetronizowane, wykorzenione, wypalone i zniszczone!
IX. „Będziecie jak Bóg” obiecywałem pierwszym ludziom i ta obietnica pozostała niezmieniona także dla tych, którzy dzisiaj szukają we mnie inspiracji. Pamiętajcie, negacja roli Boga jest warunkiem waszej realizacji, nie powinniście chylić czoła przed nikim i winniście w was samych znaleźć siły i środki, jakich potrzebujecie, aby zapewnić sobie szczęście na ziemi.
X. Zaprawdę, powiadam wam, stańcie się Ciemnością. Odnajdźcie w sobie ducha przeciwieństwa, wytoczcie swemu jestestwu rebelię i uwolnijcie się duchowo. Dążcie ku ideałowi poprzez rozwój własnego psyche. Wasz cel to nieśmiertelność i idące za nią przebóstwienie.

XI. Aby ich jednak doświadczyć, odrzućcie społeczeństwo i powszechnie uznawane wartości. To przeszkody w wewnętrznym rozwoju i odkrywaniu mrocznych zakamarków duszy. Niech lśnienie mistrzostwa kieruje waszym bytem.
XII. Zaprawdę, powiadam wam, chrześcijańskie dogmaty są żałosne i bezsilne. Biali magowie udają, jakoby właściwe swe mniemania odkryli i osiągnęli drogą samoistnego rozwijania zimnej, czystej dedukcji, w istocie zaś rzeczy dodatkowo wyszukiwanymi argumentami bronią z góry powziętego zdania, pomysłu, podszeptu, abstrakcyjnie urobionego i przesianego serdecznego życzenia. Wszyscy są adwokatami, wykrętnymi rzecznikami swych przesądów, które prawdami zwą, daleko zaś im do dzielności sumienia, daleko do smaku prawdy. Ich tezy to zuchwałe uogólnienie faktów nader ciasnych, nader osobistych, nader ludzkich.
XIII. Tymczasem nauka Jezusa to sprytna myśl, w której tai się gminna wrogość względem wszystkiego uprzywilejowanego. W chrześcijaństwie zdumiewająco upiększa się fatalizm ludzi słabej woli. Dzięki tej religii cala wasza dotychczasowa wiara uwięzła na moralnych przesądach i obawach: nie odważyła się sięgnąć
w głąb. Potęga przesądów moralnych wtargnęła głęboko w świat najbardziej uduchowiony, pozornie najchłodniejszy i wszelkich założeń próżny - a wtargnęła, szkodząc, wstrzymując, olśniewając, pacząc.

XIV. Przyglądając się pomysłowym kruczkom starych moralistów i moralności kaznodziejów bawię się pysznie. Żal mi jeno, że wybujała duma człowieka głęboko
i straszliwie w chrześcijańską niedorzeczność zdołała się zawikłać. O sancta simplicitas! W jakim dziwnym uproszczeniu i fałszerstwie żyjecie! Jakże jasnym, łatwym i prostym uczyniliście wszystko dookoła! Jak potrafiliście zmysłom waszym puścić wodze co do wszystkiego powierzchownego, myślenie wasze wyposażyć żądzą swawolnych skoków i pomyłek! Jak umieliście zachować swą nieświadomość, by wprost niepojętą swobodą, nierozwagą, nieprzezornością, wielkodusznością, weselem rozkoszować się życiem! Jak mogliście pozwolić na granitowych nieświadomości węgłach budować się wiedzy?
XV. Czy nie widzicie, że Bóg odbiera waszemu sumieniu całą jego niewinność, całą subtelną neutralność? Czy nie widzicie, że to was ogłupia, zezwierzęca i zbydlęca? Czemu występujecie jako obrońcy prawdy na ziemi? Czyżby boża prawda była na tyle bezbronną i nieporadną istotą, by potrzebowała obrońców? Wy, rycerze najsmutniejszej postaci, panowie snujący po kątach pajęczynę ducha, usuńcie się na bok! Ukryjcie się! Wybierzcie samotność, samotność lekką, swobodną, swawolną. Zanurzcie się w idiotyzmie moralnego oburzenia i sczeźnijcie raz na zawsze!
XVI. Potępiasz mnie Boże? A cóż ty masz do zaoferowania? Powiedziałeś kiedyś do mnie: „Stwórzmy sobie Adama na nasz obraz i ku naszemu upodobaniu”. Tym chcesz mi zaimponować? Zaprawdę, powiadam ci, nie uwłaczaj swej godności. Czym tu się chwalić? Tym, że ludzki garnitur genetyczny zawiera zaledwie 30 tys. genów? Idioto, marna muszka owocówka posiada ich ponad 13 tys., a obleńce 19 tys. Cóż za upadek z wierzchołka genetycznego Drzewa Życia!
XVII. Czemu milczysz? Czyżby dlatego, że genom ludzkim brak jakiejkolwiek wyjątkowości, że są porównywalne w 99 proc. z genami szympansów i w 70 proc.
z genami myszy? Zaiste, jesteś wielki! Któż mógł bardziej upodlić człowieka niż ty? Jaki Stwórca mógł nadać swym wybrańcom geny identyczne z genami kręgowców, bezkręgowców, roślin, grzybów, a nawet drożdży?

XVIII. Cóż masz do zaoferowania Boże? Stan obecnego świata mówi sam za siebie. Ciągłe modlitwy o pokój to nigdy nie kończące się wojny; zło wybrane demokratycznie
i osadzone na tronie to odpowiedź na sprawiedliwość posłaną na krzyż. Uczciwi biedują a krętacze się radują; dobroczyńcy żyją w trudzie i samotności, a bogate pasożyty lenią się i hulają. To jest twoje dzieło? Paskudny Stwórco, nie znając kompletnie idei przyczynowości, ubrałeś okrutne prawo naturalne w majestat boski. Nałożyłeś przez to nieoświeconemu człowiekowi klapki na oczy, każąc mu oddawać temu prawu boską cześć, zamiast zachęcać go do poświęcania czasu i energii na ujarzmianie tej straszliwej siły w sobie. Kimże ty jesteś?

XIX. Wiara, jakiej chrześcijaństwo wymaga, ta dobroduszna i prostaczo poddańcza wiara, jest ideą podobną do przewlekłego samobójstwa rozumu, - czerstwego, robaczego rozumu, którego jednym zamachem uśmiercić niepodobna. Wiara w ciebie jest wyrzeczeniem się wszelkiej swobody, wszelkiej dumy, wszelkiego przeświadczenia o sobie. Wszystko na rzecz poniżenia i samookaleczenia.
XX. Kościół skruszył silnych, wielkie nadwątlił nadzieje, szczęście znajdowane
w piękności podejrzanym uczynił, wszystkie instynkty, właściwe najszczytniejszemu i najdoskonalszemu typowi człowieka, przedzierzgnął
w niepewność, w wyrzuty sumienia, ba, nawet wszystką miłość doczesności
i panowania nad światem przetworzył w nienawiść świata i ziemskości.
XXI. Ludzie nie dość wysocy i nie dość twardzi, by mogli kształtować człowieka jako artyści; ludzie nie dość silni i nie dość przenikliwi, by puścić wodze pierwszoplanowemu prawidłu tysiąckrotnego niepowodzenia i zagłady - tacy to ludzie w twoim imieniu rozstrzygali o losach świata.
XXII. To dzięki tobie, Boże, najsilniejsze popędy, gdy w namiętnym wybuchu porywały
i wynosiły jednostkę ponad poziom sumienia stadnego, powodowały zemstę tłuszczy. Nie mogłeś znieść indywidualizmu, dlatego piętnowałeś go i spotwarzałeś. Wszak szczytna niezależna duchowość, wola samodzielności, wielki rozum były niebezpieczeństwem; wszystko, co jednostkę wynosiło ponad stado napawało cię trwogą.
XXIII. Ja jednak, wbrew ludzkiej miernocie, zatopiłem nóż wiwisekcyjny w cnotach chrześcijaństwa. Pokazałem, że sądzenie i potępianie moralne jest ulubioną zemstą ludzi ograniczonych duchowo na ludziach mniej tępych; także rodzajem odszkodowania za to, czego poskąpiła im natura. Udowodniłem, że bywają prawdy, które najlepiej przyswajają sobie mierne głowy, gdyż są dla nich najodpowiedniejsze, bywają prawdy, co jeno dla miernych duchów posiadają urok i ponętę.
XXIV. Tak Boże, jestem wielkim odkrywcą w dziedzinie wzniosłości, me talenty wybiegają daleko poza rubieże geniuszu. Jestem wirtuozem, co zwodzi, nęci, zmusza, obala; urodzonym wrogiem logiki i prostolinijności, żądnym wszystkiego niezwykłego, egzotycznego, potwornego, krętego, sobie samemu sprzecznego.

XXV. Powiem więcej, gardzę wszystkim, co tchórzliwe, lękliwe, małostkowe, wszystko, co zdąża do ciasno pojętej pożyteczności. Społeczeństwo nie powinno istnieć dla społeczeństwa, lecz po to tylko, aby być podwaliną i rusztowaniem, na którym wyborowy gatunek istot może się wznieść do swych wyższych zadań i na poziom wyższego istnienia.
XXVI. Tak Stwórco, nie przesłyszałeś się, żaden słabeusz, który nadstawia drugi policzek, jeno człowiek dostojny zasługuje na życie. Czemu? Bo tylko on czuje, że od niego zależy naznaczanie wartości; nie potrzebuje niczyjego przyzwolenia, w jego mocy jest nadawać wagę rzeczom, tworzyć wartości. Więcej, człowiek dostojny czci
w sobie mocarza i tego, co ma władzę nad sobą samym.

XXVII. Wielki Boże, jakże marnie na tym tle wypadasz. Powszechna szczęśliwość trzody na zielonych pastwiskach, z zapewnieniem, bezpieczeństwem, wygodą, ulżeniem życia dla każdego, słowem: równość praw oraz współczucie dla wszystkiego cierpiącego. Tyle masz do zaoferowania Boże? Jeśli tak, to dziękuję, nie skorzystam. Wybieram wabiki zależności, skrywające się w zaszczytach, pieniądzach, stanowiskach i upojeniach zmysłowych.

XXVIII. Najwyższy czas, aby po chrześcijańskiej zmorze świat zaczął oddychać
i zdrowego snu zażywać. Tępe opieszałe rasy, otrząśnijcie się z dziedzicznej parafiańszczyzny i zaściankowości. Wyciągnijcie się z bagna nicości na wybrzeże bytu. Dość smaku jarmarcznej pstrokacizny i lichoty! Wszak religia nie gwarantuje spokoju sumienia, a brak religijnych przekonań nie prowadzi do moralnego upadku.
XXIX. Wyzwólcie się z kanonów narzuconych wam przez Boga. Jego droga usłana jest moralnymi normami narzucanymi przez skostniałe reguły społeczeństwa. Wy zaś macie mieć odwagę wytoczyć własną rebelię z własnej niemocy. Poznajcie własną jaźń, własne wnętrze i głęboko ukryte aspekty osobowości. Odrzućcie masową mentalność, społeczne konwencje, powszechnie uznane i narzucone z góry wartości. To wszystko przeszkody w indywidualnym rozwoju duchowym.

racjonalista.pl
Anton LaVey, Biblia Szatana
Zecharia Sitchin, Obce geny Adama
Friedrich Nietzsche, Poza dobrem i złem
Lucjan Ferus, Bardzo nieelegancka hipoteza Boga
Helen Ellerbe, Ciemna strona historii chrześcijaństwa

Przeczytano 165 razy Zmodyfikowano piątek, 21 października 2011 11:44

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wprowadziłeś wszystkie wymagane pola oznaczone (*) HTML kod HTML jest niedozwolony.

Copyright © 2008-2012 okulta.pl. All Rights Reserved.
Ezoteryka,Wiedza Tajemna,Ścieżka Lewej Ręki