Skryba Diabła
Sacrum Satanium cz. 5 - DOBRE ZŁO
I Stary Testament nie daje jakiejkolwiek konsekwentnie wypracowanej doktryny demonologicznej, nie przekazuje nic o moim stworzeniu, ani o upadku. Opętanie człowieka przeze mnie nie jest w ogóle tematem dla Starego Testamentu. Demoniczne duchy występują tu tylko na peryferiach i raczej w sensie metaforycznym. Podobnie ma się sprawa z Nowym Testamentem. Księga ta nigdzie nie mówi o wypędzeniu diabła, nigdzie nie jestem przedmiotem egzorcyzmów, lecz występuje jako silny kontrpartner Jezusa i Boga. Nowy Testament nie mówi, że nakłaniam człowieka do grzechu.A jeżeli Judasz opisany jest jako diabeł albo mąż przechwycony przez diabła, wówczas wyraźnie zarysowany zostaje niepojęty wewnętrzny status tego ucznia. W podobny sposób - jako Szatan - przedstawiony zostaje przez Jezusa Piotr, ponieważ usiłuje go odwieść od męki i śmierci i występuje jako kusiciel.
Sacrum Satanum cz. 4
WIECZNIE ŻYWY
I. Wielu uczonych chciało się już ze mną pożegnać. Uznając mnie za postać nieprzystającą do współczesności, próbowali zmienić mnie w pojęciową metaforę, personifikację zła. Twierdzili, że diabeł utknął na ślepej ścieżce ewolucji. Zastygł na wieki w postaci przechery, wiejskiego kuternogi, zamieszkującego pnie spróchniałych wierzb. Wielu teologów pod płaszczykiem dobrych manier odwodziło was od nazywania rzeczy po imieniu. Tymczasem ja żyję. Jestem freudowskim snem waszej duszy, a raczej freudowskim jej snów wykładem.
II. Panowie, ja wciąż żyję. Zmieniam co prawda kostiumy, przybieram historyczne pozy, ale ciągle jestem tym samym diabłem. Prawda o mnie, choć nie należy do najważniejszych prawd wiary, nie jest marginalna. Bez niej całościowy gmach Objawienia straciłby swą koherencję a wiele prawd teologicznych trzeba by przedefiniować.
Skryba Diabła

Dzień, w którym postanowiłem pożegnać się z życiem, był precyzyjnie wybrany - pierwszy maja 2011 roku. Beatyfikacja Jana Pawła II wydała mi się wyjątkowo godną oprawą do przywitania się ze śmiercią. Wszak zawsze gardziłem autorytetami, a Kościół był mi - delikatnie rzecz ujmując - obojętny. Gdy stałem na cmentarzu wśród bliskich mi osób, postanowiłem dokonać podsumowania swojego młodego życia. Ot, taki bilans zysków i strat. Nietrudno się domyśleć, że rachunek nie napawał optymizmem. Świat, na który przyszedłem, spotwarzył mnie swą ignorancją i miernotą. Czułem, że jestem kimś wyjątkowym, tymczasem wszędzie widziałem marność nad marnościami. Cóż z tego, że wewnętrzny głos utwierdzał mnie w przekonaniu o wielkości, skoro życie na piedestał wywyższało miernoty. Zaiste, miał rację George Byron, kiedy mówił: "Talent może być czasem przebaczony, geniusz nigdy". Bezsilność wobec tego faktu ewidentnie pchała mnie w ramiona śmierci... Do czasu. Pierwszego maja 2011 roku los spojrzał na mnie łaskawym wzrokiem i powierzył adekwatne do mej pozycji zadanie. Oto ziemia, która żegnała w Watykanie swe dziecko, teraz domagała się przeciwieństwa. Świętości zamierzała przeciwstawić bezbożność. Popiół, który dotychczas spadał na głowę wiernych, teraz miał być karmą dla adwokata diabła. Co czuje człowiek, który jest skazany na wielkość? Przede wszystkim domaga się empirycznych doświadczeń. Tak też było i w mym przypadku. Za wszelką cenę chciałem potwierdzenia. Jako że przypominałem niewiernego Tomasza, odpowiedź musiała być wyjątkowo przekonująca. Powiem tak, los mnie nie rozczarował. W chwili gdy stawiałem stopę w Styksie, wokół mnie doszło do załamania pogody. Deszcz miotany powietrznym wirem uderzał prosto w twarz tysiącem igieł marznącego szronu. Wichura biła upartymi falami po skrzypiących drewnianych krzyżach bezimiennych grobów. Skrzyp, skrzyp, skrzyp - z tryumfalnym poświstem przyginała bezlistne gałęzie starych klonów. Wokół paliły się tysiące świec, a na grobach leżały zwłoki zwiędłych kwiatów, jako ofiara, która ma odstraszyć nieuniknioną śmierć. Szedłem wśród starych grobów, pakując się w rdzawo połyskujące kałuże rozlane niczym krew na ciele matki ziemi. Do mojego grobowca wiodła prosta ścieżka. Po chwili stanąłem naprzeciw furty prowadzącej do Królestwa Cieni. Deszcz zacinał, gęstniał biały jak śmiertelne giezło tuman mgły. Uśmiechałem się dziko, patrząc gdzieś, gdzie żadnej ludzkiej istocie nie jest dane dotrzeć. Wtem mym oczom ukazała się tajemnicza postać. Mężczyzna w czarnym jak mrok płaszczu był cieniem mojej duszy. Ta zaś poczuła, że nadszedł już czas. To, co się wydarzyło chwilę potem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ludzka percepcja okazała się bezbronna w obliczu istoty, która mnie nawiedziła. Paraliż nie trwał jednak w nieskończoność. Synu mój najmilszy, w tobie upodobałem sobie. Dlaczego nie zwróciłeś się do mnie? Dlaczego czciłeś tamtego, tego głupca i jego ojca? Ja Bóg i ojciec twój! A ten żebrak ukrzyżowany - tobie i mnie obcy. Ten, któregoś uważał za Boga, żądał od swego syna posłuszeństwa bezgranicznego, aż do śmierci krzyżowej i nie pomógł mu na krzyżu. Ja ciebie będę wspierał, dla ciebie samego, dla twej własnej godności i dostojności, z czystej miłości do ciebie. Przyjmij ducha mego. Jak ongiś duch mój zrodził ciebie w piękności, tak teraz niech zrodzi ciebie w mocy. Wybrałem ciebie spośród wielu abyś przygotował ludzkość na mój powrót. Czynię cię skrybą diabła, pośrednikiem przymierza z ludem, światłością dla narodów. Otwórz ślepym oczy, wyprowadź więźniów z zamknięcia. Głoś mą ewangelię wszelkiemu stworzeniu bo czas mego przyjścia jest bliski. Niech melodia twej duszy zostanie ujęta w ciąg znaków. Słowa, które usłyszałem, były jak ogień trawiący wszystko co spotka na swej drodze. Mimo piekielnego żaru odczuwałem jednak niezwykłą lekkość bytu. Byłem jak ptak w objęciach wiatru. A wszystko po to, aby sprawiedliwości stało się zadość. Aby Pan Ciemności wyszedł z mroku i oświetlił ludzkość blaskiem wiecznego ognia. Wróciłem więc do domu i otulony zapachem świeżo zaparzonej kawy pochyliłem się nad skierowanym do mnie słowem. Był wieczór, gdy na klawiaturze wystukałem pierwsze litery szatańskich wersetów.
Sacrum Satanum- Skryba Diabła -część 3
ZERO ZŁUDZEŃ
I. Tematyka dotycząca mej osoby przewija się w ludzkiej kulturze od początku. Doniosłość mojej postaci łatwo sobie uprzytomnić, gdy pomyślicie o tym, ilu arcydzieł literatury - włączając utwory Dante Alighieriego, Johna Miltona, Christophera Marlowe’a, Johanna Wolfganga von Goethego, Joosta van den Vondela, Wiliama Blake’a i Tomasza Manna - nie mielibyście beze mnie. A co by się stało z waszymi dziełami sztuki i katedrami, gdyby wszystko, co się do mnie odnosi, nagle z nich zniknęło?
Sacrum Satanum- Skryba Diabła -część 2
CZAS NA ODPÓR
I. Urodziłem się wśród purpurowych wodospadów. Nigdy nie czułem się jednak kochany. Odkąd napiłem się z kielicha, który odliczał mój czas, ma baśń stała się największą z gorzkich prawd. Czas płaci mi tylko ziemią i kurzem, ciemną i cichą mogiłą.
Sacrum Satanum- Skryba Diabła
W tym miejscu będzie co jakiś czas ukazywana następna część książki Skryby Diabła która ma premierę na Okulcie. Wszyscy za darmo będziecie mogli ją przeczytać .
